Różnie to z tym bywa , zwłaszcza w przypadku dużej garderoby. Dlatego “Socjolożka na zakupach” proponuje przejście na “modowy detoks”, czyli ograniczenie swojej garderoby do dziesięciu ubrań. Wbrew pozorom to naprawdę duży wybór. Biorąc pod uwagę to o czym pisałam w poprzednim poście, gdzie można być zawsze ubranym tak samo-“capsule wardrobe” wydaje się być prawdziwym luksusem.

Pierwszy raz usłyszałam o tym sposobie czytając zabawny poradnik autorstwa Jennifer L. Scott pt. “Lekcje Madame Chic”.

Wspomniana autorka to Amerykanka, która przez kilka miesięcy mieszkała we Francji u paryskiej rodziny i przede wszystkim zmieniła swoje nawyki ubraniowe.

“Szafy we Francji i szafy w Ameryce dzieliły lata świetlne. Zdałam sobie sprawę , że amerykańskie szafy są wypchane po brzegi . Mamy tyle ubrań! Czy to dobrze . Czy dzięki temu jesteśmy szczęśliwi? Czy naprawdę wszystko podoba się nam co mamy w garderobie ? Jakiej jakości są ubrania , które kupujemy ? I co najważniejsze, dlaczego co rano stajemy przed pękającą w szwach szafą I jęczymy , że nie mamy się w co ubrać.?” (Lekcje Madame Chic , s.58)

No właśnie, która z nas tego nie ma. Jednak dziesięcioelementowa szafa może to zmienić. A zatem wybieramy na cały sezon dziesięć ubrań i tworzymy przeróżne stylizacje.

Początkowo może okazać się to wręcz niemożliwe, ale to oczywiście propozycja. Zawsze przecież można wybrać trochę więcej ubrań.

W całej jednak “zabawie” chodzi o to, by być bardziej świadomym tego co się ma na półkach.

Bo kupujemy stanowczo za dużo. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawa działań marketingowych, które wymuszają na nas pokusę posiadania więcej. Stad może pomysł na odświeżanie swojej szafy cztery razy do roku. Bo przecież konsument powinien czy to na wiosnę, czy to na zimę wymienić wszystkie ubrania z poprzedniego sezonu i zastąpić je nową kolekcją. Nie wypada przecież założyć czegoś co było modne w poprzednim roku.

Nie dajmy się jednak zwariować. Bo przecież nie bez przyczyny mówi się -mniej znaczy więcej. Gdy mamy właśnie mniej ubrań wówczas zaczyna nam zależeć na ich jakości, a “chińszczyzna” proponowana w “sieciówkach” przestaje nas interesować. Nasze gusta stają się bardziej wysublimowane . Do tego naprawdę możemy oszczędzić sporo pieniędzy i mamy upragniony luz w szafie oraz problem z cyklu : w co mam się ubrać- przestaje istnieć.