Nigdy nie zapomnę widoku mężczyzny leżącego w upalny dzień na chodniku. Wszyscy przechodzili obok niego obojętnie – jedni mijali go potykając się, inni zaś omijali “przeszkodę” slalomem udając, że nic nie widzą. Zareagowałam- przyjechała karetka i zabrała mężczyznę do szpitala. To przykre zdarzenie rodzi jednak pytanie -czemu coraz bardziej mamy “w nosie” innych, skąd ta narastająca w nas obojętność ?- zastanawia się “Socjolożka na zakupach”.

Sytuacja , której  świadkiem była “Socjolożka” to klasyczny przykład określany mianem dyfuzji odpowiedzialności .

“Polega na tym, że im więcej świadków jakiegoś trudnego zdarzenia, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia u nich poczucia odpowiedzialności za rozwój wypadków. Kiedy dzieje się coś wyjątkowego i niespodziewanego, nie wiemy jak odnaleźć się w takiej sytuacji, jak ją zinterpretować, rozumieć oraz jak powinniśmy się zachować. Szukamy wskazówek w zachowaniach innych ludzi, zaczynamy zachowywać się jak oni (konformizm normatywny) oraz tłumaczyć sobie sytuację tak, jak według nas tłumaczą to pozostali świadkowie (konformizm informacyjny). Kiedy więc dostrzegamy brak reakcji u innych, wyciągamy wnioski, że sytuacja nie jest na tyle wyjątkowa, czy niebezpieczna, aby wymagała podjęcia jakiejkolwiek aktywności. (https://znaczeniacienia.wordpress.com/…/znieczulica-spolec…/)

Różnie jednak bywa z oceną sytuacji. Niby każdą informację o nowej tragedii komentujemy i zastanawiamy się jak mogło do niej dojść . A tak naprawdę często dzieje się to pod naszymi drzwiami . Wciąż nie brakuje przykładów znęcania się nad dziećmi, bicia żon przez pijanych mężczyzn. Wiemy o tym, ale wolimy trzymać buzie na kłódkę. Tak jak w przypadku 40 letniego hodowcy z Zabrza, który znęcał się nad psami. Czy naprawdę nikt z sąsiadów nie usłyszał ujadania zwierząt. (http://zabrze.naszemiasto.pl/…/koszmar-w-zabrzu-wlasciciel-…)

Czasami poziom ludzkiej obojętności budzi grozę. W lutym tego roku doszło do tragicznego wypadku z udziałem 19-letniego pieszego. Chłopak został śmiertelnie potrącony na drodze powiatu lubińskiego przez rejsowy autobus jadący do Zakopanego. “Ludzie wyszli z autokaru i spokojnie patrzyli na umierającego na drodze młodego mężczyznę. Szybka reanimacja policjantów z prewencji, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce zdarzenia, niestety nie przyniosła skutku. Przybyły chwilę potem lekarz stwierdził zgon. Czy gdyby któryś z pasażerów udzielił 19-latkowi pierwszej pomocy, miałby szansę przeżyć?” (http://miedziowe.pl/content/view/86515/78/)

To pytanie zostanie jednak bez odpowiedzi. Na szczęście nie brakuje też przykładów, gdzie reagujemy . Ostatnio cała Polska żyje informacjami z Darłówka, gdzie troje rodzeństwa wpadło do morza. Na pomoc ruszyło czterdziestu mężczyzn, którzy pomagali ratownikom wydobyć z wody dzieci. Plażowicze wzięli się za ręce i utworzyli w morzu łańcuch. Szli wolno, przeczesując morze przy brzegu. W ten sposób można było dokładnie sprawdzić, czy gdzieś nie ma zaginionych.

W tym całym niesieniu pomocy nie chodzi o to by być bohaterem, ale żeby nie utracić człowieczeństwa. Reagować, kiedy coś nas zaniepokoi. Tylko tyle albo aż tyle.

fot. : pixabay.com